Porady, opinie
03.10.2017

A miało być tak pięknie...

A miało być tak pięknie...

  

Ten tekst napisałam z myślą o Tobie. Wiem, jaka jesteś silna. Widzę, jak się starasz, żeby wszystko w rodzinie dobrze działało. Dziecko zadbane, dom ogarnięty, Ty – mimo wszystko – w czystych ciuchach i z jakąś uproszczoną wersją makijażu na twarzy.

Ale ja dziś nie o tym, jak to wszystko wygląda na zewnątrz. Chciałam pogadać o tym, co Cię gryzie. Nie, nie, spokojnie, nic nie widać. Wyglądasz na zadowoloną, szczęśliwą mamę, wszystko gra. Tylko że ja też przez to przeszłam, dlatego dostrzegam drobne sygnały. Wiem, jak to jest, gdy okazuje się, że miało być tak pięknie, a – cholera – nie jest.

 

Dziecko

Tu w sumie nie chodzi o dziecko, prawda? Bo ono jest naprawdę słodkie. Męczące też, jasne. Nie wiadomo, o co mu chodzi, płacze na okrągło. Jeść może w kółko, spać też, ale tylko na Tobie. Zamieniasz się powoli w mistrza tai-chi – ze śpiącym niemowlęciem u piersi, w zwolnionym tempie, milimetr po milimetrze przesuwasz się w stronę łóżeczka, niemal nie oddychając, nie wydając dźwięków ani nie czyniąc żadnych gwałtownych ruchów. Przetaczasz dzieciaka przez swoje przedramię, odkładasz miękko na materacyk i zastygasz. Śpi! Oddalasz się miękko niczym kobieta-kot i już myślisz, że uda ci się wziąć prysznic, gdy… słyszysz płacz. Materac nie jest tak ciepły jak Ty, nie pachnie Tobą, nie szumi Twoim oddechem.

 

Zmiana

Chodzi o to, że życie, które dotąd było w miarę ułożone i dawało jakieś poczucie bezpieczeństwa, wywróciło się do góry nogami.

Wszystko jest inaczej. Jasne, że się tego spodziewałaś – jesteś przecież świadomą osobą, czytasz książki, obserwujesz ludzi i wiesz, że pojawienie się dziecka to duża zmiana w życiu. Człowiek jest zmęczony, niewyspany i martwi się na zapas o wiele spraw. Byłaś na to przygotowana.

Ale tak coś czuję, że jedno Cię naprawdę mocno zaskoczyło. Poczucie opuszczenia.


 


Kłótnie

Nie znamy się na tyle dobrze, żebym wiedziała, czego Ci teraz najbardziej brakuje. Mogę powiedzieć Ci, co ja wtedy czułam, w tygodniach i miesiącach po urodzeniu pierwszego dziecka. Chyba najtrudniejsze i najbardziej zaskakujące było to, że wszyscy w rodzinie się na siebie poobrażali, a ode mnie oczekiwali, że będę ich ze sobą godzić.

To tak jest, bardzo często, po pojawieniu się dziecka. Mama skupiona na noworodku, zmęczona, ale coraz pewniejsza w roli głównej opiekunki. Tata dziecka oszołomiony, pełen energii, z którą coś musi zrobić. Dziadkowie (4 sztuki, a w rodzinie patchworkowej - więcej) przejęci, zainteresowani, gotowi do działania. I jeszcze ciocie, wujkowie – też coś mają do powiedzenia. Bardzo dużo emocji, sporo sprzecznych opinii, do tego czasem trudna sytuacja finansowa i mieszkaniowa – to się prędzej czy później musi skończyć awanturą.

Obrażają się teściowie, rodzice, rodzeństwo albo mąż. Albo wszyscy na raz. Mama zostaje między młotem a kowadłem. Pilnie obserwowana przez rodzinę ma zająć jakieś stanowisko, z kimś się sprzymierzyć, a komuś pokazać, że przesadził. Tylko, że ta mama teraz potrzebuje od swojej rodziny pomocy, a nie dąsów. Zrozumienie i wsparcie należy się jej, a nie otoczeniu…

 

Samotność

To było moje pierwsze odkrycie. Że kobieta, która zostaje matką, wpada w taką paradoksalną pułapkę. Ani przez chwilę nie może pobyć sama – bo stale jest przy niej dziecko. Ale w tym wszystkim często jest zupełnie samotna, bo mało kto rozumie, co ona teraz przeżywa. Wszyscy czegoś od niej oczekują, a ona gdzieś w środku kuli się sama ze swoimi emocjami.

Bliscy nawet oferują pomoc, ale zwykle taką, jaką sami uważają za celową. „To ja ci się dzieckiem zajmę, a ty odpoczniesz” – mówi babcia dziecka. Przychodzi i wszystko krytykuje, ustawia po swojemu. Oczekuje, że zrobisz jej herbatę, a potem porozmawiacie, gdy ona będzie trzymać w objęciach niemowlę i tłumaczyć Ci, że za jej czasów karmiło się co trzy godziny, a nie na żądanie.

Mąż po pracy wraca do domu i zabiera się do działania. To znaczy wychodzi na zakupy. Znika na dwie godziny, podczas gdy Ty znów zostajesz z dzieckiem sama.

Bezdzietni znajomi dzwonią pogadać w czasie kąpieli albo karmienia. Nie wiedzą nawet, że to nie w porę. Z czasem dzwonią coraz rzadziej, bo ich życie kręci się wokół pracy, spotkań, planów – a Twoje w rytm drzemek niemowlęcia. I choć naprawdę staracie się, by nie stracić kontaktu, to Wasza znajomość siłą rzeczy przechodzi w jakąś inną fazę.

Ci z przyjaciół, którzy sami mają dzieci, są zwykle zbyt zajęci codziennością, by dotrzymywać Ci towarzystwa. Czasem czujesz, że więcej Cię łączy z obcymi osobami z grupy na Facebooku niż z rodziną i bliskimi.

 

Więzienie

Pamiętam, że w tym pierwszym okresie macierzyństwa czułam się obco nawet w swoim własnym ciele. Trudno mi było zaakceptować to, że nie mam nad nim kontroli. Piersi produkowały pokarm; czasem w nieoczekiwanych momentach czułam lekki skurcz i falę mleka, szybko stygnącego na moim ubraniu. Na ciuchy z tego czasu po roku nie byłam w stanie patrzeć: nieforemne, obszerne, z rozcięciami do karmienia, w moich wspomnieniach przypominają więzienny mundur. Bo tak się wtedy czułam – uwięziona. W domu, w samotności, w niepewności siebie. Gdy pierwszy raz wybrałam się bez dziecka do galerii handlowej na zakupy, miałam ochotę uściskać ludzi w autobusie, krzyknąć do nich, że jestem mamą, która wyrwała się na wolność. Gdy odebrałam telefon i usłyszałam zniecierpliwione „kiedy będziesz z powrotem”, a w tle płacz córki, zalały mnie wściekłość i poczucie winy naraz.


 


Poczucie winy

Poczucie winy zresztą nie odstępowało na krok. Przy dziecku – że nie dość się staram, że włączyłam telewizor zamiast gugać na kocyku. Przy mężu, że zasypiam ze zmęczenia. Przy teściowej, że mieszkanie niewysprzątane. Po powrocie do pracy – że delektuję się porządkiem na biurku i ciepłą kawą, a w domu dziecko z opiekunką. Albo dla odmiany czułam się winna, że siedzę z chorym dzieckiem w domu, a w pracy zawalam właśnie ważny projekt.

Też tak się czasem czujesz?

 

Miłość

Macierzyństwo zmieniło wszystko w moim życiu. Mam dwie córki, po urodzeniu drugiej było już dużo łatwiej, bo wiedziałam, czego się spodziewać. No i miałam kogoś bardzo bliskiego, bliższego niż kiedykolwiek mogłam się spodziewać – starszą córkę. Miała cztery latka, a była prawdziwym wsparciem. Nie dlatego, że ją wykorzystywałam do pomagania, nie. Po prostu dlatego, że była obok – chodzącą radością, uśmiechem, słońcem na chmurnym niebie. Biegła obok wózka młodszej siostry, chwytała za moją rękę trzymającą poręcz gondoli, przymykała oczy i mówiła: „Bzzzzz, uwaga, tankuję paliwo miłości!”. Tak naprawdę to ja wtedy „tankowałam”. Wypełniał się na nowo, osuszony do dna, mój bak na szczęście i poczucie sensu.

 

Więź

Kiedy zostałam mamą, czułam się zagubiona i samotna, nie w sensie fizycznym – bo obok mnie byli ludzie – ale gdzieś w głębi duszy. Patrzę na ten czas z perspektywy i widzę coś, czego nie widziałam wtedy. W tamtym czasie nie rozumiałam, że właśnie w moim życiu pojawił się ktoś, z kim połączy mnie tak niesamowita, tak głęboka więź – moje dziecko. Wtedy czułam bardziej powinność, samotność i zmęczenie, teraz wiem, że po prostu w taki sposób rodzi się najpiękniejsza i najtrwalsza miłość życia.


 


Wsparcie

Jeśli to, co Ci zdradziłam ze swoich wspomnień, jest w jakiś sposób podobne do tego, co teraz przechodzisz, pomyśl, proszę, że nie jesteś w tym sama. Wiele z nas czuje się po porodzie tak, jakby trzęsienie ziemi zmiotło ich dotychczasowe życie. I na dodatek nie wypada powiedzieć głośno, że coś jest nie tak. Jeśli mogę Ci coś doradzić, to ujęłabym to tak:

- pamiętaj, że ten trudny czas minie. Odzyskasz kontrolę nad swoim życiem, nauczysz się elastyczności, wrócisz do pasji i zainteresowań;

- popatrz na swoim bliskich z dystansu, jakbyś ich dopiero co poznała. Oto dziadkowie, którzy zakochali się po uszy we wnuczku i czasem głupio się zachowują. Albo drudzy dziadkowie – chłodni i niedostępni, bo nie wiedzą, jak się zachować, by nikogo nie urazić. Oto facet, który czuje się niepewnie w roli świeżo upieczonego taty, dlatego udaje, że wie lepiej od innych, jak nosić niemowlę. Mają swoje wady, czasem trudno ich zrozumieć, ale ich intencje są dobre.

- pomyśl, czego ci najbardziej potrzeba i poproś o to bliskich. Mów to spokojnie, nie tonem roszczeniowym ani pełnym wyrzutu. Po prostu wyraź potrzebę, nie tłumacz się ani nikogo nie oskarżaj;

- poszukaj w myśli kogoś, kto dobrze na Ciebie wpływa i nie ocenia Twoich wyborów. Porozmawiaj z tą osobą, poczuj jej empatię;

- jeśli nic Cię nie cieszy, wszystko Cię przerasta, czujesz się złą mamą – koniecznie porozmawiaj z psychologiem;

- udostępnij ten post z myślą o tym, że wśród Twoich znajomych może być mama, która czuje się podobnie jak Ty. Może właśnie teraz będziecie mogły się do siebie zbliżyć, dać sobie zrozumienie i wsparcie?

I jeszcze jedno. Ucałuj ode mnie swoje dziecko. Przekaż mu ode mnie, że ma najlepszą mamę na świecie i że wszystko niebawem się ułoży.

 

 

Joanna Szulc

Mama, dziennikarka. Przez lata redaktor naczelny magazynu DZIECKO.  Współautorka poradnika Pawła Zawitkowskiego „Mamo, Tato, co Ty na to" z hitowej serii książek i płyt dla rodziców. 

Pokochały go tysiące dzieci i rodziców!
Dołącz do nas!
Ta strona używa ciasteczek cookies, dzięki którym nasz sklep może działać o wiele lepiej. Więcej szczegółów znajdziesz w Regulaminie. Pozdrawiamy! Whisbear - szumiące misie!
Rozumiem i akceptuję